Jak być wytrwałym?

 

Cześć!

 

Dawno nie napisałam dłuższego tekstu, więc oto i on. Wypłynął prosto z serca i ostatnich przemyśleń – mam nadzieję, że ktoś z Was znajdzie w nim inspirację dla siebie.

 

Jak znaleźć własną drogę?

 

Tekst kieruję do wszystkich tych, którzy potrzebują trochę siły i motywacji w kroczeniu własną ścieżką. Najlepiej taką nieutartą, wtedy jest trudniej nią kroczyć i łatwiej… złapać chwile zwątpienia 😉

 

To też tekst dla tych z Was, którzy takiej ścieżki poszukują, dla tych co się zamartwiają, szukają porad, czują że są dla innych a nie dla siebie, trapi ich niezdecydowanie i brak energii.

 

Bez wsłuchiwania się w to co dla mnie ważne zawodowo i osobiście, co chcę przekazywać innym, do jakich odkryć o sobie samych chcę inspirować ludzi – nie patrzyłabym dziś na kalendarz wypełniony sesjami indywidualnymi.

 

Jestem z tego bardzo dumna – z tego, że wprowadzając moją „Psychojogę”, czyli coś zupełnie nowego-  połączenie psychologii z jogą, rozwoju osobistego i wsparcia emocjonalnego z odpowiednią dla danej osoby pracą z ciałem – widzę dziś efekty!

 

Efekty wytrwałej pracy nad uświadamianiem, że to w ogóle istnieje 😉 Pokazywaniem, że praca z ciałem jest równie ważna, co praca z psychiką i emocjami – co odczuwa każdy, kto przychodzi na matę. Ciało reaguje na Twój stan emocjonalny, a zaniedbanie ciała odbija się na psychice.

 

Warto się sobie przyjrzeć i stale przyglądać, w ogóle spędzać ze sobą czas i zadbać o własne, prozdrowotne rytuały. Takie, które pomagają Ci się oczyścić, wrócić do siebie, zbudować przestrzeń, w której jesteś „tu i teraz”. Nigdzie nie uciekasz, właśnie JESTEŚ. Bo to co masz, to obecna chwila. Nikt Ci jej nie zabierze, ale też nikt jej nie podaruje – wszystko zależy od Ciebie.

 

Dlatego też tekst który dla Was napisałam, dotyczy dyscypliny.

 

Właśnie tak!

 

Zmieniłam o niej zdanie, odkąd odrzuciłam moje stereotypowe myślenie na jej temat i zorientowałam się, że to ona daje mi wewnętrzną wolność i pomaga w chwilach zwątpienia, a uwierzcie, że pojawiły się wiele razy.

 

Most do wolności

 

Z jakimi uczuciami i określeniami kojarzy Wam się pozycja mostka?

 

W pierwszej chwili można pomyśleć: oddech, wolność, przestrzeń, frajda!, satysfakcja, elastyczność, równowaga.

 

Dodałabym coś jeszcze: dyscyplina.

 

To temat, który chodzi po mojej głowie w tym tygodniu i przewija się podczas sesji indywidualnych.

 

Słowo, które gdzieś tam może nam się kojarzyć dość sztywno, może nawet negatywnie. Niby wiemy, że jest potrzebna, ale to tak jak z gorzkim syropem, który niezbyt nam smakuje, ale przełkniemy go, bo to dla naszego dobra.

 

Dziś chciałabym pokazać Wam dyscyplinę od takiej strony, której być może nie znacie.

 

Kiedy dotarłam do jej sedna, pomogło mi to ją zrozumieć i polubić!

To ona pozwala zbudować mostek – nie tylko ten na macie, ale również poza nią – wiodący do wyzwolenia, otwarcia i poczucia wolności

 

 

Jak rozwijać samodyscyplinę?

 

 

A co, gdyby dyscyplina smakowała? Bo byłaby bardzo TWOJA – taka, jakiej potrzebujesz?

 

Co jeśli spojrzysz na dyscyplinę jako pewną STAŁOŚĆ ?

 

Stałość swoich osobistych rytuałów, które dają Ci przestrzeń dla siebie samej/samego.

 

 

Twoje własne rytuały, które…

 

  • pozwalają oczyścić umysł, złapać oddech, pozwolić na chwilę swobodnej autorefleksji, w której się nie oceniasz. Po prostu jesteś, pozwalasz myślom i oddechowi płynąć.

 

 

  • w pędzie dnia codziennego – pełnego napływu bodźców, informacji, odczuwanej presji, obowiązków, „dobrych porad” – pozwalają Ci pobyć ze sobą…

 

 

  • I poczuć głęboką, osobistą wolność – od wszystkiego, co Cię otacza. Nie musisz uciekać, bo jesteś w „tu i teraz” i potrafisz w tym odnaleźć ukojenie. Nikt Ci tego nie zabierze, bo jak można zabrać niematerialną przestrzeń, którą sam/a sobie organizujesz?

 

 

Rytuałowa dyscyplina to taka, dzięki której odpuszczasz i filtrujesz to, co Ci nie służy – tak, mam tu na myśli również Twoje własne „muszę”, „przecież powinnam/powinienem!”. Zadręczanie się „kim ja właściwie jestem?”, „Czego chcę?”, „Co zrobiłam/em nie tak?”, „Dlaczego ranię wszystkich dookoła?”, „Co oni sobie pomyślą?”.

 

 

Jak być z innymi i pozostać sobą? Czyli sztuka szczerości z samym sobą

 

Czasem wydaje nam się też, że robimy wokół wszystko dla innych, tylko nie dla siebie – dlatego brakuje nam czasu czy sił na własne rytuały. Może tak faktycznie być, gdy np. opiekujesz się dziećmi czy chorymi rodzicami.

 

Ale zastanów, się czy w innych przypadkach nie jest to zwykłą wymówką? A w „dbaniu o innych” tak naprawdę chodzi tylko i wyłącznie o CIEBIE?

 

Czy nie jest tak, że brak dbałości o siebie na co dzień, brak swoich własnych rytuałów w samotności, brak własnej dyscypliny – prowadzi do tego, że oddalasz się od siebie, przez co ogarnia Cię niezrozumiały lęk, wieczne niezdecydowanie i brak energii?

 

Może spotkała/eś się już z tym u siebie lub u innych:

 

„Boję się mu/jej powiedzieć o moich prawdziwych uczuciach, bo nie chcę go zranić” – a może boisz się być sam/a i chronisz się przed samotnością? Boisz się, że ten ktoś odejdzie, boisz się bycia skrytykowanym przez innych i zostania „na lodzie”– i tak naprawdę żyjesz podwójnym życiem, nie podejmując konkretnej decyzji i w efekcie raniąc siebie oraz drugą osobę?

 

To tylko jeden z przykładów, z którymi często spotykam się podczas sesji indywidualnych. Jest ich więcej, różnego rodzaju – dużo bardziej skomplikowanych relacyjnie; związanych z trudnością w odpuszczaniu sytuacji do których przywykliśmy i myślimy, że nie potrafimy inaczej; tych dotyczących znaczących zmian w życiu i tego jak na to reaguje zmęczone ciało i umysł, a przecież zawsze dawaliśmy radę… „Co jest ze mną nie tak?”.

 

 

Każdy wokół – przyjaciele, rodzina, poradniki, media – mówią Ci wówczas, co masz zrobić. Co jest dobre, a co złe, co robić, a czego nie.

 

 

A… kiedy ostatni raz byłaś/eś ze sobą sam na sam?

Ale nie jak u dyrektora na dywaniku, czekając na reprymendę – tylko tak, jak spędził/abyś czas z prawdziwym przyjacielem. Takim, który kiedy trzeba pomilczy, wesprze, pozwoli Ci po prostu być, ale też zmotywuje do działania?

 

Uwierz mi – na pewno potrafisz.

 

 

Jak skomponować własny rytuał?

 

Zacznij od małych kroków, tak jak ja zaczynam z uczestnikami którzy przychodzą do mnie na sesje indywidualne.

 

Takie spotkanie to już pierwszy krok – chęć zatrzymania się, przyjrzenia sobie, zadbania o siebie. Szczera rozmowa, zauważenie że dotychczas się pędziło, a chyba jednak nie tędy droga.

 

Uświadamianie sobie, czego tak naprawdę Tobie potrzeba? Jak czuje się z tym ciało? Gdzie kumulują się w nim napięcia? A może ich nie czujesz, bo psychika wolała się od tego odłączyć? To też jest ważna informacja.

 

Docieramy do irracjonalnych myśli i przekonań, do tego przed czym się chronimy, a czego nam naprawdę potrzeba.

 

Odpowiednio dobrane ćwiczenia pozwalają na odpuszczenie napięć z ciała, co daje przestrzeń na oddech i bardziej klarowne myśli. Oczyszcza się ciało, oczyszcza się umysł.

 

Okazuje się, że medytacja nie jest taka nieosiągalna – jeśli zaczniemy od kilku minut, z pełną akceptacją na wszelkie pojawiające się myśli, z pełną koncentracją na oddechu i doznaniach płynących z ciała.

 

Okazuje się też, że po wielu wyzwaniach – związanych w równej mierze ze wzmacnianiem, jak i rozwijaniem cierpliwości i akceptacji dla ciała – można się prawdziwie zrelaksować, naturalnie przejść do swobodnego „bycia tu i teraz”.

 

A w zbudowanej wewnętrznej ciszy, możesz zagłębić się w różne pytania i metafory w osobistym Dzienniku Refleksji. Moich uczestników zachęcam do założenia takich Dzienników, w których zadaję im różne zadania do pracy z samym sobą.

 

Wtedy łatwiej jest dotrzeć do siebie samego – swoich wartości.

 

A przecież Dyscyplina to również stałość owych wartości – czyli tego, co jest Twoim korzeniem. Fundamentem poczucia bezpieczeństwa, stabilności i pewności siebie.

 

Dlatego to takie ważne, żeby mieć kontakt ze sobą samym, z tym co Twoje.

 

Jeśli będziesz budować swoje poczucie „JA” na wartościach innych, albo na tych powszechnie ustalonych przez społeczeństwo, a nie Ciebie –  pewnego dnia poczujesz, że żyjesz nieswoim życiem.

 

Dążę do tego, aby każdy uczestnik samodzielnie docierał do tego, co dla niego najważniejsze. Do własnego Dziennika Refleksji, w którym można przyjrzeć się sobie z różnych perspektyw.

 

To taki czas dla siebie – zdrowa dyscyplina – zdrowy ruch, oczyszczenie ciała i umysłu, dodanie sobie energii, a wreszcie praca z wyobraźnią i emocjami w osobistym Dzienniku Refleksji.

 

 

A od czego Ty rozpoczniesz swój rytuał? 🙂

 

 

Moda na „Odpuszczanie sobie”

 

I na koniec – wisienka na torcie.

 

W pędzie obowiązków, zmagań i wymagań, spoglądamy nagle na hasło, które spływa po sercu niczym miodowy balsam:

 

„Odpuść sobie.”

 

„TAK, to jest dokładnie to, czego potrzebuję!” – myśli Ktoś Zestresowany, i zasiada na kanapie w towarzystwie przekąsek po których zawsze czuje się ociężale (ale dobrze smakują) oraz pędzących obrazów w ekranie telewizora/laptopa.

Na potrzeby tekstu przekoloryzowałam tę sytuację – aby pokazać, jak bardzo zwodnicza może być własna interpretacja słów, za którymi przecież kryje się mądrość. Tyle, że po co zagłębiać się w ich znaczenie, skoro poszukujemy tego, co dla nas wygodne?

 

A co gdyby…

 

ODPUŚCIĆ napięcia które powodują, że jesteś wypompowana/y z energii?

Napięcia, przez które chcesz się zagłuszyć kolejnymi bodźcami i które chcesz zajadać?

 

Możesz…:

 

  •  wybrać się na spacer
  •  poruszać się tak, jak chcesz i lubisz (joga, bieganie, swobodny taniec, rozciąganie, pływanie…)
  •  pooddychać w ciszy, albo przy inspirującej muzyce
  •  wsłuchać się w brzmienia natury (wystarczy park, nie musisz mieszkać na wsi)
  •  zorganizować sobie własną przestrzeń: świece, muzyka, coś do rysowania/pisania – założyć Dziennik Refleksji;
  •  pomedytować, dać myślom przepływać, złapać do nich dystans
  •  powrócić choć na chwilę do zainteresowań czy pasji, które poszły w zapomnienie
  •  pomyśleć o kilku rzeczach, za które możesz czuć wdzięczność, tak po prostu
  •  pomyśleć o czymś dobrym, co możesz zrobić kolejnego dnia dla innej osoby i dla siebie

i tak dalej…

 

Albo możesz…

Spiąć się tym, że „nic ze sobą nie robisz”, „już za późno by coś zmienić” – a sytuacja zatoczy koło, znów powiesz „odpuszczam dziś sobie, mam dużo stresu” – i położysz się na kanapie..

 

Nie mam nic przeciwko serialom, słodkiemu nic-nie-robieniu („dolce far niente” przyświeca każdemu z moich wyjazdów do Włoch), czy skuszeniu się na ulubione przekąski.

 

W żadnej z tej rzeczy samej w sobie, nie ma w nich niczego złego.

 

To OD NAS zależy – od naszej INTENCJI  –  czy jest to dla nas szkodliwe, czy nie. Czy robisz to, bo uciekasz od rzeczywistości, rozmowy ze sobą, bycia w ciszy ze sobą i spojrzenia w oczy temu, co Cię trapi?

 

A może robisz to, bo zapytała/eś siebie o co naprawdę chodzi, i faktycznie masz na to ochotę w ramach uelastyczniania swojej dyscypliny? 😉  Może masz po prostu taki jeden dzień w tygodniu, kiedy sobie na to pozwalasz?

 

 

Mogłoby się wydawać, że dyscyplina i odpuszczanie to dwie skrajności.

 

Mam jednak nadzieję, że tekst zainspirował Cię choć trochę do tego, żeby wprowadzić do swojego życia trochę własnej stałości – Twojego własnego rytuału – który będzie Twoją „dyscypliną w odpuszczaniu” tego, co Ci nie służy. Twoją szczerością ze sobą samym, źródłem siły, satysfakcji i troski o siebie.

 

Zupełnie jak na macie – wchodząc na nią wytrwale, uczymy się sztuki odpuszczania napięć, którą przeplatamy z pozycjami wzmacniającymi, pełnymi wyzwań.

Uczymy się też odpuszczania nadmiernych oczekiwań wobec ciała, i zamieniania tego na wsłuchiwanie się w siebie.

 

Dbajcie o siebie – na macie i w życiu 🙂

 

 

A na koniec – mały smaczek, czyli akapit psycho-jogowy dla zainteresowanych tematem połączenia pracy z ciałem, emocjami i psychiką.

 

Pozycja Mostka (Urdhva Dhanurasana) – okiem Psychojogolożki

 

Wymaga jednocześnie zdecydowania i siły, jak i elastyczności.

Trzeba się do niej odpowiednio przygotować – m.in. rozciągnąć zginacze bioder i przód ud, rozgrzać nadgarstki i obręcz barkową, otworzyć klatkę piersiową.

 

Uczy wytrwałości i cierpliwości, jak również tego, że zamiast usilnie poszukiwać perfekcji, można zdecydować się na wybranie nieco prostszej opcji dostosowanej do swojego ciała (np. szeroko rozstawione i odsunięte od pośladków stopy, wybijanie się w górę wykorzystując siłę nóg), ciesząc się tym co ta pozycja daje. 

W moim odczuciu: poczucie totalnego rozciągnięcia – takiego na zewnątrz i wewnątrz. Głęboki oddech na całej długości przodu ciała. Wyzwolenie. Połączenie odpuszczenia oraz budowania siły. „Nie napinaj tam, gdzie nie trzeba” – jak to usłyszałam parę miesięcy temu podczas kursu z masażu tajskiego z Alfonso Varsovia (pozdrawiam!). Bardzo jogowe i życiowe powiedzenie 🙂

 

Ta pozycja potrafi też dać prztyczek w nos, kiedy chcę ją wykonać za szybko. Wówczas ciało zdaje się mówić: „Hola hola, nie od razu Rzym zbudowano!”. A ja znów dostaję lekcję pokory i cierpliwości, ale teraz na szczęście coraz częściej mnie to bawi niż frustruje.

Zauważyłam, że ten sposób reagowania zaczęłam też przenosić do codziennych działań, a to naprawdę pozwala mi złapać zdrowy dystans do siebie samej i działać bardziej konstruktywnie, lepiej planując kolejne kroki. 

 

Świadoma (współ)praca ze swoim ciałem to świetne narzędzie do kształtowania siebie – nie tylko pod kątem mięśni, ale przede wszystkim charakteru, sfery emocji, przekonań, codziennych zachowań i nawykowych reakcji. Przygoda, która nie ma końca i przynosi dużo satysfakcji. Most do siebie samej/samego.

 

Jak zdążyliście juz zapewne zauważyć, ten temat jest mi bliski i dość mocno się nim pasjonuję 😉 Z pewnością umacnia mnie w tej pasji codzienna praca z ludźmi i natychmiastowe efekty w ich samopoczuciu oraz spojrzeniu na siebie i swoje problemy po wspólnej sesji na macie.

 

 

Pierwsze pytanie do Twojego Dziennika Refleksji…

 

Jaki most do Ciebie prowadzi?

 

Odpowiedź jest w pełni Twoja – możesz ją narysować, napisać, stworzyć mapę myśli – albo się nią podzielić ze mną czy innymi.

 

 

Jeśli chcesz natomiast pogłębić to pytanie i jego interpretację, albo poznać jeszcze inne, i dodać do tego pracę z ciałem dopasowaną do tego, jaka/jaki jesteś i czego Ci potrzeba – zapraszam na sesje do Poznania/on-line/w Twoim mieście 🙂

 

Życzę Wam pięknych odkryć o sobie samych!

 

Kasia Kata – Psycholożka na macie

0 responses on "Jak być wytrwałym?"

Dodaj komentarz

Wszystkie prawa zastrzeżone. Strona stworzona przez A. M.
%d bloggers like this: