Oddychaj, kochaj, żyj pełnią.

Oddychaj, kochaj, żyj pełnią.

Bardzo lubię przesłanie, jakie niesie praca z obszarem klatki piersiowej.

To miejsce, w którym znajduje się serce.

To dom naszego oddechu.

 

Czy czujesz, jak serce i oddech współodczuwają z Twoim stanem psychicznym i emocjonalnym?

 

Przypomnij sobie całe spektrum emocji: od rozpierającej euforii i lekkiej jak piórko radości, poprzez rozkwitającą nieśmiało nadzieję, pełną westchnień tęsknotę, łamiący serce smutek, ściskającą nienawiść, łupiący stres.

 

Przypomnij sobie cudowne uczucie wdzięczności i pełnej miłości, które jak ciepły miód rozlewają się po całej klatce piersiowej.

 

Tyle się tutaj dzieje… Często tu zaglądasz? Jak długi jest Twój oddech? Jak pojemna jest Twoja klatka piersiowa? Czy wykorzystujesz całą jej obszerną przestrzeń: przód, boki ciała i grzbiet – aby GŁĘBOKO odetchnąć?

 

(Mam nadzieję, że robisz to właśnie teraz 🙂 )

 

Klatka piersiowa, płuca, serce – są związane z żywiołem powietrza. Taką interpretację przedstawia filozofia czakr, opowiedziana mądrze i z odniesieniem do codziennego życia, biologii naszych ciał, przeżywanych emocji, relacji ze sobą i z innymi.

 

Żywioł powietrza to potężna siła. Nie ma granic, nie widać go – a da się go poczuć. Czasem subtelnie pieści nasze twarze w upalny dzień, czasem wieje prosto w oczy czy bezwzględnie niszczy to co wokół niego.

 

W książce „Wheels of life” dr Anodei Judith – uwielbianej przeze mnie psychoterapeutki, joginki i pisarki – żywioł ten jest porównany do Miłości.

 

 

Miłość w obszarze czakry serca to ta bezwarunkowa. Ta, która nie zna granic. Potrafi wznosić ponad góry, jak i niszczyć…

Gdy nie wiadomo jak się z nią obchodzić.

Gdy ma się za mało pokory, gdy nie zna się własnych granic lub nie potrafi ich stawiać…

Gdy jest się skoncentrowanym zbyt na sobie, albo zbyt na innych, poświęcając się ponad swoje siły.

Gdy nie zachowuje się równowagi pomiędzy przyjmowaniem, a dawaniem.

Gdy poszukuje się jej rozpaczliwie na zewnątrz, zamiast znaleźć ją w sobie…

Gdy podchodzi się do niej roszczeniowo.

Gdy nie czuje się wdzięczności i skupia na braku zamiast obfitości.

Gdy nie wychodzi się poza ciasne ramy swojego ego.

Gdy się zbyt chce serce chronić, albo gdy zbyt ufnie się je otwiera dla każdego, choć ono szepcze coś innego.

Gdy nie praktykuje się wyrozumiałości i empatii – wobec siebie i innych.

 

 

To dlatego joga jest sztuką życia (polecam książkę „Joga – sztuka życia”).

 

 

Praca z ciałem to element całej praktyki poza matą. Wchodząc w naszą fizyczność, dotykamy naszej psyche. Obserwując nasze reakcje na różne ćwiczenia, dowiadujemy się dużo o tym jak nawykowo się traktujemy, co o sobie myślimy…

 

Czy cały czas za czymś gonimy?

Czy dajemy sobie czas i cierpliwość, aby ciało mogło się otworzyć?

Czy wsłuchujemy się uważnie w siebie i swoje samopoczucie, czy też może ignorujemy sygnały płynące z ciała, przeciążamy się „bo przecież muszę więcej”?

Czy po wyjściu z zajęć potrafimy wyjść poza swoją perspektywę i otworzyć się z empatią na to co i kto nas otacza?

Czy zaczynamy szanować i wyznaczać nasze granice w różnych relacjach?

Czy łapiemy się na narzekaniu i czarnowidztwie staramy się przekształcić je w praktykę wdzięczności?

Czy potrafimy kochać szczerze, bezwarunkowo, mądrze?

 

 

To co dzieje się na macie, to metafora tego, jaka lekcja czeka nas poza nią.

 

 

A zaczęło się od pozycji pogłębionego mostka… 🙂

mandala-color-circle mandala-color